W ostatnich tygodniach w mediach pojawia się coraz więcej publikacji próbujących wskazać winnych trudnej sytuacji finansowej Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.. W wielu z nich odpowiedzialność wprost lub pośrednio przypisuje się pracownikom, a dokładniej poziomowi ich wynagrodzeń. Taki obraz jest uproszczony, wybiórczy i oderwany od realiów funkcjonowania spółki oraz warunków gospodarczych ostatniej dekady.

Narracja o „niebotycznych zarobkach” bez kontekstu
W medialnych zestawieniach najczęściej pojawia się porównanie wynagrodzeń górników z lat 2014–2024. Wzrost płac przedstawiany jest jako jeden z głównych powodów obecnego kryzysu. Pomija się jednak kluczowy element, czyli skumulowaną inflację w Polsce w tym okresie, która wg. różnych szacunków wyniosła w przypadku żywności i napojów około 79% a energii 102%. Zapomina się też dopowiedzieć, że płaca minimalna w powyższym okresie wzrosła o 156%. To o czym my mówimy?
Jeżeli uwzględnić realną siłę nabywczą pieniądza, okazuje się, że obraz „nadmiernych podwyżek” przestaje być tak jednoznaczny. W wielu przypadkach wzrost nominalny wynagrodzeń jedynie częściowo rekompensował rosnące koszty życia. Bez tego kontekstu porównania są niepełne i wprowadzają w błąd.
Miliardy w liczbach, brak skali w rzeczywistości
W publikacjach często operuje się kwotami liczonymi w miliardach złotych, odnosząc je do kosztów pracy w całej grupie kapitałowej. Rzadko jednak podaje się, jakiej liczby pracowników te kwoty dotyczą.
Tymczasem mówimy o około 30 tysiącach osób zatrudnionych w grupie JSW. Po przeliczeniu łącznych kosztów na jednego pracownika narracja o „finansowej katastrofie spowodowanej przez załogę” przestaje być tak medialna i nośna. To nadal poważne kwoty, ale ich skala nabiera zupełnie innego znaczenia.
Kryzys rynkowy jest faktem, ale nie tłumaczy wszystkiego
Nikt po stronie społecznej nie neguje trudnej sytuacji rynkowej. Spadek cen węgla koksowego, osłabienie dolara i zmienność rynków surowcowych to fakty, które mają bezpośredni wpływ na wyniki spółki. To elementy niezależne od pracowników.
Problem polega na czymś innym. Kryzys gospodarczy nie może być usprawiedliwieniem dla braku dialogu i jednostronnych decyzji podejmowanych ponad głowami załogi.
Brak dialogu zamiast rozmowy o realnych rozwiązaniach
W sytuacji, gdy spółka znajduje się pod presją finansową, naturalnym krokiem powinno być zaproszenie całej strony społecznej do rozmów. Chodzi o przedstawienie pełnego obrazu sytuacji, w tym informacji o wykorzystaniu środków z Funduszu Inwestycji Zamkniętych, możliwych scenariuszy i wariantów wyjścia z kryzysu.
Zamiast tego strona społeczna od dłuższego czasu nie otrzymuje realnej przestrzeni do dialogu. Nie ma spotkań, nie ma wspólnej analizy danych, nie ma rozmowy o alternatywach. W zamian pojawia się pismo jednego prezesa, nie całego zarządu, z oczekiwaniem szybkiego „wspólnego stanowiska” wobec projektu porozumienia ograniczającego świadczenia pracownicze.
Styl zarządzania, który zamyka drogę do porozumienia
Takie podejście nie buduje zaufania. Przeciwnie, skutecznie zniechęca stronę społeczną do jakichkolwiek rozmów prowadzonych w tej formule. Trudno oczekiwać odpowiedzialnych decyzji od ludzi, którzy od kilkunastu lub kilkudziesięciu lat są związani ze spółką, gdy traktuje się ich jak nieświadomych studentów, a nie partnerów społecznych.
Relacje w spółce nie mogą opierać się na presji i stawianiu pod ścianą. To droga donikąd, szczególnie w firmie, której fundamentem są doświadczeni pracownicy.
Odpowiedzialność zarządów, nie załogi
Próby przerzucania odpowiedzialności za obecną sytuację JSW na pracowników są nieuczciwe. Za kierunki strategiczne, decyzje inwestycyjne, sposób komunikacji i relacje ze stroną społeczną odpowiadają zarządy, zarówno obecne, jak i poprzednie.
Arogancja, brak dialogu i ignorowanie partnerów społecznych prowadzą do dokładnie takiego impasu, z jakim dziś mamy do czynienia. W tej sytuacji trudno oczekiwać, by załoga godziła się na kolejne wyrzeczenia bez jasnej odpowiedzi na pytanie: w imię czego i według jakiego planu.

