Program naprawczy JSW: słowa prezesa podważają założenia

Odsłuchaj artykuł
00:00 / 00:00

Program naprawczy JSW na lata 2026–2035 zakłada większe wydobycie przy mniejszej załodze i ograniczonych inwestycjach. Tymczasem prezes Bogusław Oleksy przyznaje, że zastąpienie odchodzących fachowców okazało się trudniejsze, niż zakładano. Potwierdza tym samym ostrzeżenia „Jedności” KWK Pniówek. Zarząd zamiast wyjaśnić tę sprzeczność wysyła pracownikom list pełen ogólników, a lutową farsę przedstawia jako dowód zaufania załogi.

Program naprawczy JSW 2026–2035: mniej ludzi, więcej węgla

28 września 2026 roku Jastrzębska Spółka Węglowa poinformowała o przyjęciu programu naprawczego na lata 2026–2035. Wydobycie ma wzrosnąć z 13 mln ton w 2025 roku do 14 mln ton w 2029 roku. Zatrudnienie może jednocześnie spaść z ponad 20 tys. do niespełna 16 tys. osób. Nakłady inwestycyjne Grupy na lata 2026–2029 ograniczono do około 2 mld zł średniorocznie, a gotówkowy koszt wydobycia ma zmniejszyć się z 738,02 do 560,16 zł za tonę między 2025 a 2029 rokiem. Zarząd przedstawia te liczby jako dowód przemyślanej strategii. Dla załogi są one przede wszystkim zapowiedzią ogromnej zmiany warunków, w których ma zostać wykonana praca. Przy takich założeniach nie wystarczy ogłosić, że będzie wydajniej. Trzeba mieć ludzi, sprzęt i przygotowane roboty. Bez tego pozostaje plan, którego wykonanie będzie wymuszane na kopalniach.

Redukcja zatrudnienia w JSW. Jedność ostrzegała przed skutkami

Już 28 maja, relacjonując posiedzenie parlamentarnego zespołu o sytuacji w JSW, wskazywaliśmy na zagrożenia związane z ograniczaniem zatrudnienia przy utrzymywaniu wysokich celów produkcyjnych. Nie kwestionowaliśmy potrzeby uporządkowania sytuacji spółki. Kwestionowaliśmy pomysł, aby skutki redukcji załogi rozwiązywać presją na tych, którzy pozostaną w pracy. 3 września w artykule „Potraktowali ludzi jak śmieci” opisaliśmy problem utraty doświadczonych pracowników oraz niezabezpieczenia zastępstw. Ostrzegaliśmy przed traktowaniem fachowców jak wymiennych pozycji w zestawieniu kosztów.

Nie trzeba było czekać długo, aby istotę tych ostrzeżeń potwierdził sam prezes.

Urlopy górnicze: prezes przyznaje, że brakuje zastępstw

W wypowiedzi dla „Parkietu”, przytoczonej 22 września przez netTG.pl w materiale o odejściach doświadczonych pracowników JSW, Bogusław Oleksy powiedział:

„Zakładaliśmy, że będziemy w stanie ich zastąpić, ale w praktyce nie jest to takie proste”.

Mowa o najbardziej doświadczonych pracownikach odchodzących na urlopy górnicze. Prezes poinformował również o ponownym analizowaniu planów odejść w kopalniach ze względu na bezpieczeństwo i realizację wydobycia. A więc jednak. To, o czym mówiliśmy od miesięcy, okazało się realnym problemem. Tyle że załoga wiedziała o nim przed skutkami decyzji, a zarząd przyznaje się do niego, kiedy musi już poprawiać własne założenia.

Nie jest żadnym odkryciem, że doświadczenia przodkowca, kombajnisty, elektryka czy ślusarza nie da się odtworzyć poleceniem służbowym. Właśnie dlatego plany odejść powinny wynikać z rzeczywistej sytuacji oddziałów i dostępnych zastępstw. Odpowiedzialność za ich przygotowanie spoczywa na zarządzie. Nie na pracowniku korzystającym z osłony ani na załodze, która zostaje z obowiązkami do wykonania. W tym miejscu wypowiedź prezesa przeczy uspokajającemu obrazowi przedstawionemu przy ogłaszaniu programu. Z jednej strony słyszymy o trudnościach z zastąpieniem fachowców i ponownej analizie odejść. Z drugiej — o bezpiecznej redukcji zatrudnienia połączonej ze wzrostem produkcji. Zarząd nie wyjaśnia, jak rozwiązał ujawniony przez własnego prezesa problem, a już oczekuje wiary w kolejne prognozy.

To poważna luka w wiarygodności programu. Nie zasypie jej uchwała rady nadzorczej ani zapewnienie, że dokument przygotowali eksperci.

Mniejsze inwestycje, wyższe wydobycie. Na czym oparto ten plan?

Ograniczenie inwestycji dodatkowo zaostrza ten problem. Jeżeli zmniejszenie zatrudnienia ma zostać zrównoważone lepszą techniką i organizacją pracy, trzeba pokazać, jakie przedsięwzięcia zapewnią ten efekt i kiedy. Tymczasem w publicznym przekazie mamy docelowe wielkości i ogólną obietnicę poprawy efektywności. Załoga ma uwierzyć, że wszystkie elementy tego planu zadziałają, mimo że w sprawie kadr prezes właśnie przyznał, jak bardzo praktyka potrafi rozmijać się z założeniami.

Podobnie należy ocenić zapowiadane działania finansowe. Przedpłaty, odroczenia płatności i sprzedaż aktywów mogą poprawiać bieżącą płynność. Nie zastępują jednak zdolności do wydobywania i sprzedawania węgla z odpowiednią marżą. Jeżeli zabraknie obsady robót albo przygotowania produkcji, samo przesuwanie zobowiązań nie usunie problemu. W lutym pisaliśmy już, że porozumienie w JSW kupuje czas, ale nie usuwa przyczyn kryzysu. Dziś ten zarzut pozostaje aktualny.

List zarządu JSW do załogi: ogólniki zamiast rozliczenia

Co w tej sytuacji otrzymują pracownicy? List zarządu, który stylistyką bardziej przypomina tekst wygenerowany przez AI na polecenie „uspokój załogę i podziękuj za wyrzeczenia” niż rzeczowe rozliczenie działań kierownictwa. Wspólne dobro, zaangażowanie, odpowiedzialność, zaufanie, stabilna przyszłość. Te same sformułowania krążą między akapitami. Wymieniono kilka przedsięwzięć, ale ich wyliczenie zastępuje wyjaśnienie skutków. Ani słowa o tym, kto odpowiada za nietrafione założenia dotyczące zastępstw. Ani konkretnego wyjaśnienia, jak przy mniejszej załodze ma wyglądać codzienna praca. Ani rozliczenia tego, co dotychczas nie zadziałało. Za to podziękowań za pracownicze wyrzeczenia nie zabrakło.

Lutowa farsa jako „referendum”. Zarząd pomija nasze zastrzeżenia

Szczytem bezczelności jest nazywanie lutowej farsy referendum i wykorzystywanie jej do budowania opowieści o zaufaniu załogi do zarządu.

Nasza ocena tego głosowania jest jednoznaczna: była to farsa demokracji pracowniczej. Nie zmieni tego elegancki list. Już 17 lutego opisywaliśmy na naszej stronie identyfikację pracowników, brak anonimowości oraz presję odpowiedzialności za los spółki. To były konkretne zastrzeżenia do sposobu przeprowadzenia głosowania, a nie spór o to, czy zarządowi podobał się jego wynik. Dziś kierownictwo pomija ten kontekst i dziękuje za zaufanie. W ten sposób pracowniczy strach o przyszłość próbuje zamienić we własny mandat do zarządzania. Taki przekaz jest cyniczny. Człowiek obawiający się o utrzymanie rodziny może zaakceptować stratę finansową, żeby uniknąć jeszcze gorszego scenariusza. Nie oznacza to, że wystawia zarządowi pozytywną ocenę.

Nazywanie tego dowodem poparcia przypomina standardy plebiscytu, w którym władza najbardziej ceni wynik, a najmniej chce rozmawiać o warunkach jego uzyskania. Załoga nie jest od dostarczania zarządowi alibi.

Kto odpowiada za realizację programu naprawczego JSW?

Program naprawczy JSW wymaga oceny właśnie przez pryzmat tych doświadczeń. Pracownicy ponoszą realny koszt zawieszonych świadczeń. Kierownictwo powinno więc przedstawić równie realne rozliczenie swoich decyzji, zabezpieczenia produkcji i oszczędności w pozostałych obszarach działalności. Zamiast tego otrzymujemy kolejne wezwanie do wspólnej odpowiedzialności. Bardzo wygodne dla tych, których indywidualna odpowiedzialność znika w takim sformułowaniu. Załoga nie ma obowiązku ratować wiarygodności zarządu. To zarząd ma obowiązek wykazać, że potrafi zarządzać spółką. Po słowach prezesa o problemach z zastąpieniem fachowców ciężar tego dowodu jest jeszcze większy. Naszych ostrzeżeń nie da się już zbyć kolejnym listem o zaufaniu.

Podobne wpisy

Powiązane artykuły