Wczorajsze [27.05.2026] posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Energetyki oraz Transformacji Energetycznej i Górniczej miało przynieść jasne, wiążące odpowiedzi na temat tego, jaka przyszłość czeka Jastrzębską Spółkę Węglową oraz spółkę zależną JSW Koks. Zamiast wyczekiwanych konkretów, strona społeczna po raz kolejny zderzyła się z brakiem decyzyjnych ministrów z odpowiednich resortów, wysłuchała ogólnikowych zapowiedzi oraz zapoznała się z harmonogramem restrukturyzacji, który jest wdrażany ze skandalicznym, wielomiesięcznym opóźnieniem. Jak organizacja związkowa, bijemy tu na alarm. Wskazujemy wprost, że obecny sposób zarządzania głębokim kryzysem, całkowity brak transparentności finansowej oraz forsowane pomysły na drastyczną redukcję zatrudnienia bez jednoczesnego zmniejszania planów wydobywczych, mogą doprowadzić do katastrofy – zarówno społecznej, jak i tej związanej z bezpieczeństwem w naszych kopalniach. Poniżej przedstawiamy szczegółową analizę faktów i ustaleń z wczorajszego spotkania.

Całkowicie pusty FIZ i dramatyczna zmiana realiów finansowych
Aby w pełni zrozumieć wagę i kontekst wczorajszego posiedzenia, musimy na chwilę cofnąć się do lutego ubiegłego roku. Wtedy to, dokładnie w tej samej sali sejmowej, obradowano nad pogarszającą się kondycją Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Już wówczas jako strona społeczna głośno mówiliśmy o nadciągającym, potężnym kryzysie i konieczności pilnego szukania systemowych rozwiązań. Istniała jednak jedna, absolutnie fundamentalna różnica pomiędzy tamtym okresem a dniem wczorajszym.
W zeszłym roku nasza spółka dysponowała jeszcze, wypracowaną rękami górników poduszką finansową, zgromadzoną w ramach FIZ – tzw. Funduszu Stabilizacyjnym. Ten fundusz, budowany w czasach rynkowej koniunktury na węgiel koksowy, miał stanowić żelazną gwarancję stabilności w tzw. chudych latach. Miał zabezpieczać ciągłość operacyjną zakładów, niezbędne inwestycje odtworzeniowe oraz miejsca pracy załogi. Dzisiaj, tych pieniędzy już nie ma. Zostało zero.
Całkowity brak jakichkolwiek rezerw finansowych oznacza, że spółka operuje obecnie na krawędzi utraty płynności, co zmusza zarząd oraz odpowiednie ministerstwa do poszukiwania drastycznych cięć kosztów. Jak poinformował nas przedstawiciel biura zarządu, od grudnia 2025 roku trwają wytężone prace nad kompleksowym Planem Naprawczym JSW S.A. Usłyszeliśmy zapewnienie, że jego pełna treść oraz kluczowe założenia zostaną niebawem oficjalnie zaprezentowane stronie społecznej. Podczas spotkania ujawniono nam również niepokojące informacje dotyczące rosnącej skali przeterminowanych zadłużeń spółki.
Kontrowersje wokół wielomilionowych umów doradczych i prokuratorskie śledztwo
Jednym z najbardziej bulwersujących i emocjonujących wątków, poruszonych na spotkaniu przez Przewodniczącego Związku Zawodowego Jedność KWK Pniówek, była niewyjaśniona sprawa współpracy JSW z zewnętrzną, międzynarodową firmą doradczą. To właśnie ten podmiot w minionym roku, za potężne wynagrodzenie, miał opracować kompleksowy plan strategicznej transformacji Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Z przekazów medialnych oraz kuluarowych ustaleń jasno wynika, że koszt tej jednej umowy opiewał na niebotyczną kwotę około 36 milionów złotych. Przekonywano nas wtedy, że to remedium na całe zło i absolutna gwarancja uratowania pogrążającej się w kryzysie spółki.
Tymczasem z dzisiejszej perspektywy projekt ten jawi się jako jedno wielkie, gigantyczne obciążenie dla i tak już napiętego budżetu JSW. Obecny prezes spółki, podczas swoich spotkań z załogami poszczególnych kopalń, bez ogródek określił tę współpracę mianem „nieporozumienia” i przedsięwzięcia całkowicie nieudanego. Co ważne, z wcześniejszych informacji wynika, że sprawą rzekomo interesuje się już, a nawet zajmuje prokuratura.
Jako strona społeczna zwracamy uwagę na rażącą dysproporcję i podwójne standardy: w sprawach z lat 2017-2019, gdzie inna firma doradcza wygenerowała dla spółki straty rzędu 1,9 miliona złotych, policja chętnie publikuje komunikaty prasowe o wniesionych do sądu aktach oskarżenia. W przypadku aktualnej umowy opiewającej na 36 milionów złotych w przestrzeni publicznej panuje absolutna, informacyjna próżnia. Dlatego też domagamy się ujawnienia pełnych, rzeczywistych kosztów (nie tylko samej umowy głównej), jakie Jastrzębska Spółka Węglowa poniosła z tytułu tej działalności. Załoga ma pełne prawo wiedzieć, na co w dobie kryzysu wydano tak potężne środki z kasy firmy.
Pakiety osłonowe – wdrożenie spóźnione o pół roku i ludzkie dramaty w tle
Kluczowym narzędziem, które ma wspomóc proces restrukturyzacji zatrudnienia w JSW, są ustawowe pakiety osłonowe przygotowane dla pracowników, czyli jednorazowe odprawy pieniężne (JOP) oraz urlopy górnicze (UG). Niestety, choć specustawa umożliwiająca korzystanie z tych instrumentów weszła w życie 1 stycznia 2026 roku, jej realne wdrożenie w naszej spółce nastąpiło z drastycznym, urzędniczym opóźnieniem. Za ten stan rzeczy wyłączną odpowiedzialność ponoszą opieszałe organy rządowe i zarząd spółki.
Zgodnie ze szczegółowym harmonogramem przedstawionym wczoraj przez przedstawiciela Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP), Rada Ministrów podjęła stosowną uchwałę odblokowującą ten proces dopiero 28 kwietnia 2026 roku. Następnie, 21 maja, podpisano umowę umożliwiającą realizację pierwszych odejść z wykorzystaniem JOP. Pierwsza grupa, licząca 534 pracowników, aktualnie korzysta z tego rozwiązania jeszcze do końca maja.
O wiele gorzej prezentuje się kwestia najistotniejsza z punktu widzenia pracowników – urlopy górnicze. Pomimo że od wejścia w życie ustawy minęło już pięć miesięcy, odpowiednia umowa uruchamiająca proces UG nadal nie została sfinalizowana. Przedstawiciel MAP zapewnił nas jedynie, że trwają nad nią „intensywne prace”, a resort zakłada, że jeszcze w czerwcu na urlopy górnicze będzie mogło odejść 1200 osób. W kolejnych etapach proces ma objąć resztę uprawnionej załogi, a łączna, docelowa liczba wszystkich odejść w ramach pakietów osłonowych (JOP i UG) ma wynieść równe 4290 pracowników JSW.
Podczas posiedzenia przedstawiliśmy na forum konkretne, dramatyczne skutki tych wielomiesięcznych opóźnień. Przywołaliśmy autentyczną historię 59-letniej pracownicy naszej spółki, zmagającej się z chorobą onkologiczną. Ze względu na biurokratyczne zwlekanie z wdrożeniem osłon, zaledwie o 20 dni minęła się ona z wymaganymi, rygorystycznymi widełkami czasowymi. Z powodu tego, że brakuje jej teraz pełnych 12 miesięcy do osiągnięcia wieku emerytalnego w nowo wyznaczonym oknie czasowym, definitywnie straciła szansę na skorzystanie z osłony. To jaskrawy i bolesny przykład tego, jak bezduszna, urzędnicza opieszałość potrafi w kilka chwil zniszczyć plany i wpłynąć na życie konkretnych, oddanych przez lata kopalni ludzi. Dodatkowo, brak jasnych wytycznych, zmuszanie dziś wielu pracowników do przymusowego wybierania urlopów wypoczynkowych. Generuje to potężny, niepotrzebny chaos organizacyjny tuż przed nadchodzącym sezonem wakacyjnym.
Skrajna redukcja zatrudnienia a utrzymanie poziomu wydobycia – gotowy przepis na katastrofę bezpieczeństwa
Niezwykle ostre i zdecydowane stanowisko strony społecznej wywołały plany Ministerstwa Aktywów Państwowych dotyczące polityki produkcyjnej spółki. Przypomnieliśmy, że Minister Aktywów Państwowych podczas swoich niedawnych, głośnych wywiadów medialnych (m.in. na antenie Radia ZET) zapowiedział redukcję zatrudnienia w JSW na poziomie około 4 tysięcy osób. Dodał przy tym, że według analiz resortu liczba ta może okazać się „wciąż niewystarczająca”. Zatrważające w tej deklaracji jest to, że minister jednocześnie kategorycznie wymaga utrzymania obecnego, wysokiego poziomu wydobycia, szacowanego w JSW na około 13 milionów ton węgla rocznie, co również wczoraj potwierdzili przedstawiciele MAP.
My, jako przedstawiciele załogi pracującej w kopalniach, oceniamy te plany jako objaw całkowitego, niebezpiecznego oderwania od trudnych realiów geologicznych i górniczych. Zmniejszenie liczebności załogi o niemal jedną czwartą, przy jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowych, wyśrubowanych celów produkcyjnych, to równanie, którego zwyczajnie nie da się rozwiązać bez drastycznego, natychmiastowego pogorszenia standardów bezpieczeństwa higieny pracy.
Podczas wczorajszego posiedzenia, Przewodniczący wprost zapytał przedstawicieli rządu o wnioski z niedawnych katastrof. Przypomnieliśmy o tragedii, która miała miejsce w kwietniu 2022 roku na kopalni Pniówek. Zwróciliśmy mocno uwagę na to, że narzucanie kopalniom nierealistycznych, wygórowanych celów wydobywczych przy tak drastycznych brakach kadrowych zawsze, bez wyjątku, prowadzi do ogromnej, patologicznej presji na wynik. Taka presja w ekstremalnych warunkach dołowych oznacza ciągły pośpiech, przymykanie oka na przepisy, naginanie sztywnych procedur i, jak to ujęto dosadnie na zespole, „dzicz”. W naszych, wysoce metanowych kopalniach, gdzie każdy błąd kosztuje życie, stanowi to bezpośrednie, śmiertelne zagrożenie. Strona społeczna złożyła wczoraj bardzo jasną, niepodlegającą negocjacjom deklarację: pod żadnym pozorem nie będzie z naszej strony zgody na osiąganie wyniku rzędu 13 milionów ton węgla rocznie kosztem utraty bezpieczeństwa i zdrowia górników.
Ochrona infrastruktury krytycznej państwa i absurdalne bagatelizowanie groźnych incydentów
Posiedzenie zespołu stało się również istotną platformą do głośnego podniesienia krytycznego wręcz problemu fizycznego bezpieczeństwa obiektów przemysłowych w Polsce. W tym kontekście przywołaliśmy zdarzenie z 9 kwietnia 2026 roku, kiedy to na terenie kopalni Szczygłowice doszło do niezwykle niebezpiecznego, prowokacyjnego incydentu. Zorganizowana grupa tzw. aktywistów ekologicznych wtargnęła nielegalnie na chroniony teren kopalni i bezprawnie weszła na infrastrukturę krytyczną, jaką w przypadku górnictwa podziemnego jest wieża szybowa.
W swoich fałszywych przekazach medialnych aktywiści ci twierdzili, że to właśnie z tego konkretnego szybu do atmosfery wydobywa się metan. Na wczorajszym posiedzeniu bezlitośnie obnażyliśmy tę amatorską dezinformację – szyb wdechowy z definicji służy wyłącznie do dostarczania, świeżego powietrza z powierzchni prosto na dół, do podziemnych wyrobisk. Ingerencja, blokada czy jakakolwiek manipulacja w ten czuły system to nie jest niewinny, studencki protest czy happening ekologiczny, lecz całkowicie realne, bezpośrednie zagrożenie dla życia kilkuset górników, którzy pracowali w tamtym momencie głęboko pod ziemią, opierając swoje życie na sprawnej wentylacji.
Wyraziliśmy głębokie, wręcz nieskrywane oburzenie niezrozumiałą reakcją aparatu państwowego. W sytuacji, gdy decyzją premiera w całym kraju obowiązuje zaktualizowany, drugi stopień alarmowy (BRAVO), a na świecie za wschodnią granicą trwa trudna sytuacja geopolityczna, polskie organy ścigania (podległe pod MSWiA) zakwalifikowały ten jawny akt sabotażu jedynie jako błahe „naruszenie miru domowego”. My natomiast kategorycznie domagamy się od służb mundurowych oraz rządu traktowania kopalnianej infrastruktury z najwyższą należytą powagą. Są to obiekty o kluczowym znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa kopalni, a wszelkie próby ich blokowania powinny być natychmiastowo, surowo i rygorystycznie ścigane przez państwowe organy.
Propagandowe wizyty gospodarcze, które przynoszą spółce same straty
Wiele gorzkich, ale w pełni zasłużonych słów padło wczoraj również pod adresem polityków i decydentów dumnie odwiedzających nasze kopalnie w blasku fleszy. Podczas posiedzenia Zespołu Parlamentarnego zapytaliśmy wprost o realną efektywność tzw. wizyt gospodarczych, w tym celebryckich zjazdów pod ziemię organizowanych dla ministrów.
Z punktu widzenia funkcjonowania zakładu górniczego, każda taka wizyta „VIP-ów” na dole, a w szczególności w rejonie ciężko pracującej ściany wydobywczej, oznacza absolutną konieczność zatrzymania wszelkich prac i wstrzymania postępu robót. W sytuacji, gdy nasza spółka znajduje się w najgłębszym od lat kryzysie i rzekomo zarządowi zależy na każdej jednej tonie wydobytego węgla, wstrzymywanie ciągłości produkcji wyłącznie dla celów wizerunkowych i zrobienia sobie zdjęcia jest działaniem wręcz na szkodę spółki. Każda zmarnowana minuta postoju pracującej ściany generuje potężne, wymierne straty finansowe. Jako strona społeczna dobitnie podkreślamy, że z tego typu wycieczek krajoznawczych dla polityków do tej pory nie wyniknęły dla naszych kopalń żadne merytoryczne korzyści.
Niewiadoma przyszłość Ruchu Knurów i fikcja tzw. dialogu społecznego
Mimo bardzo szczegółowych pytań zadanych w trakcie trwających około dwie godziny obrad w Sejmie, zarówno przedstawiciele JSW, jak i ministerstwa (MAP), nie potrafili lub nie chcieli udzielić odpowiedzi na elementarne pytania o przyszłe losy Ruchu Knurów. Przypomnijmy, że zaledwie miesiąc temu w przestrzeni publicznej niespodziewanie pojawiły się doniesienia o twardych planach likwidacji tego ruchu i alokacji załogi Ruchu Knurów na inne kopalnie spółki.
Temat ten wywołał oczywiście ogromny, w pełni uzasadniony niepokój społeczny, po czym działania alokacyjne zostały nagle wstrzymane bez podania jasnej przyczyny. Dziś, po upływie tygodni, pracownicy Ruchu Knurów wciąż żyją w permanentnej, wyniszczającej niepewności – nie wiedzą, czy ich macierzysty zakład zostanie utrzymany, czy też wkrótce czeka ich przymusowe przeniesienie z dnia na dzień. Wczorajsza zapowiedź ze strony MAP, że wiążące odpowiedzi na te fundamentalne pytania zostaną udzielone załodze „na piśmie” w terminie późniejszym, jest koronnym dowodem na to, że ministerstwo nie ma dziś przygotowanej żadnej spójnej, długofalowej wizji dla poszczególnych kopalń naszej spółki.
Podsumowując bieżące relacje na linii pracodawca-załoga w JSW, jako związkowcy odnieśliśmy się również do rzekomego „dialogu społecznego”, którym tak chętnie chwali się zarząd w oficjalnych pismach. Zwrócono publicznie uwagę na niedawne tzw. referendum w sprawie porozumień pracowniczych. Proces ten, jak wykazaliśmy, polegał na tym, że zdezorientowani pracownicy przechodzący przez bramki kopalniane musieli, odbijając swój własny identyfikator (dyskietkę), zadeklarować się na opcję „tak” lub „nie”. Zdaniem naszego związku, zmuszanie ludzi do tak jawnego opowiadania się w warunkach narzuconej presji, pośpiechu i przede wszystkim strachu o własne miejsca pracy, nie ma absolutnie nic wspólnego z demokratycznymi, nowoczesnymi standardami jakichkolwiek konsultacji społecznych. Takie praktyki przypominają raczej autorytarne metody zarządzania z poprzedniego systemu, a nie nowoczesną spółkę giełdową w centrum Europy.
Czas na rzetelne decyzje, a nie kolejne miesiące analiz
Zarówno parlamentarzyści, jak i decydenci w ministerstwach muszą w końcu zrozumieć jedno: czas na kolorowe prezentacje w programie PowerPoint, opłacanie analiz zagranicznych doradców za dziesiątki milionów złotych i PR-owe obietnice bez żadnego pokrycia definitywnie minął. Załoga Jastrzębskiej Spółki Węglowej, po latach ciężkiej pracy, stoi obecnie przed bezprecedensowym w historii wyzwaniem restrukturyzacyjnym. Przedstawione wczoraj na zespole suche, urzędnicze liczby – 4290 etatów przeznaczonych do natychmiastowej redukcji – to nie jest tylko pozycja w arkuszu kalkulacyjnym. To są tysiące konkretnych rodzin w naszym regionie, które z niepokojem patrzą w przyszłość.
Dopóki wdrażanie niezbędnego Planu Naprawczego będzie opierać się wyłącznie na wielomiesięcznych, karygodnych opóźnieniach urzędniczo-administracyjnych, na absurdalnej matematyce niespinającej drastycznej redukcji etatów z wyśrubowanym wydobyciem oraz na kompletnym braku uczciwego, szczerego dialogu z pracownikami na dole, dopóty trudna sytuacja w spółce będzie ulegać dalszej, nieodwracalnej degradacji.
Jako odpowiedzialny Związek Zawodowy Jedność KWK Pniówek będziemy teraz bezwzględnie weryfikować zapowiedziane, pisemne odpowiedzi od przedstawicieli ministerstw, których kategorycznie zażądaliśmy na wczorajszym posiedzeniu w Warszawie. O każdym, nawet najdrobniejszym nowym ustaleniu i fakcie będziemy natychmiast informować załogę na bieżąco, za pośrednictwem naszych oficjalnych kanałów. Pracownicy zasługują na prawdę, niezależnie od tego, jak byłaby ona bolesna, a nie na kolejne miesiące złudzeń i niepewności.
Nasza wypowiedź

