ZZG JSW już się tłumaczy…

Odsłuchaj artykuł
00:00 / 00:00

Gdy związkowcy tłumaczą coś, czego jeszcze nie zrobili, to znak, że albo bardzo się spieszą, albo bardzo nie chcą, żebyście patrzyli im na ręce. W ostatnim biuletynie ZZG JSW KWK Budryk padają słowa, które trudno zrozumieć inaczej: „możemy nie zdążyć przedstawić Wam założeń porozumienia”. Pytanie brzmi: komu nie zdążyć? Bo przecież nie sobie – oni zdążą. Zdążą przyjechać na spotkanie, zdążą podnieść rękę, zdążą podpisać. Nie zdążą Wam – tym, których wynagrodzenia i świadczenia mają być obniżane !

W tym wszystkim najgorsza jest próba wmówienia załodze, że „konsultacje” na prywatnych czatach i wewnętrznych grupach to konsultacje z pracownikami. WhatsApp nie jest ani celem, ani narzędziem dialogu społecznego. To nie jest zebranie załogi, to nie jest referendum, to nie jest transparentny proces. To szybka wymiana zdań w wąskim gronie, po czym – bach – decyzja zapada i ogłasza się, że „związek pracowników” wynegocjował „odpowiedzialny kompromis”. Kompromis, dodajmy, zawsze na koszt pracowników.

Komu służą „przyspieszone” porozumienia?

Jeżeli ktoś naprawdę działa w interesie ludzi, którzy codziennie schodzą pod ziemię i biorą na siebie ryzyko, to nie podpisuje niczego w pośpiechu i w tajemnicy. W pośpiechu to można podpisać kartkę świąteczną, nie dokument ingerujący w Wasze pensje, dodatki, Barbórkę czy 14-stkę. Zresztą, wszyscy dobrze pamiętamy, jak kończą się „historyczne porozumienia” zawierane poza plecami załogi – historię 2015 roku znamy aż za dobrze. Najpierw mówi się o „odpowiedzialnej” decyzji, a potem trzeba odkręcać szkody na salach sądowych.

Zzg
ZZG JSW już się tłumaczy…

Nie będziemy owijać w bawełnę: dzisiaj ZZG JSW jest chyba najbardziej gospodarczo powiązaną z JSW organizacją „związkową”( JPRG czy Perspektywa te nazwy firm należących do ZZG JSW, które każdy z Was zna) . I widać to w praktyce. Kiedy pojawia się temat cięć, kosztów i oszczędności, zarząd dziwnym trafem znajduje partnera do rozmowy – chętnego, skłonnego, gotowego. A gdzie w tym wszystkim jest interes pracowników? Gdzie realne konsultacje, gdzie głos załogi, gdzie odpowiedzialność za konsekwencje podpisów?

„Czy oni w ogóle przeczytają to, co mają podpisać?”

To pytanie nie jest złośliwe. To pytanie jest poważne. Bo jeśli ktoś z góry zakłada, że zabraknie mu czasu na przedstawienie założeń tym, których dotyczą, to skąd pewność, że sam cokolwiek gruntownie przeanalizuje? Czy chodzi o merytoryczną ocenę, czy po prostu o szybkie złożenie podpisu „zgodnie z linią partii”? Z linią, dodajmy, która w ostatnich miesiącach częściej broni wskaźników w Excelu niż ludzi, którzy te wskaźniki wypracowują.

Tajność, pośpiech, presja – stary przepis na złe decyzje

Mechanizm jest zawsze podobny. Najpierw rozkręca się narrację o „trudnej sytuacji”, potem rozsyła się sygnały o „koniecznych cięciach”, następnie sugeruje się, że „odpowiedzialne związki” to te, które rozumieją „realną ekonomię”. Na końcu ktoś wyciąga długopis i stawia parafkę pod dokumentem, którego nie widziała załoga. W efekcie pracownik ma po prostu zapłacić – mniejszą pensją, mniejszą Barbórką, okrojonymi dodatkami.

Tylko że górnik nie jest wskaźnikiem. Nie jest rubryką w tabeli. Jest człowiekiem, który codziennie ryzykuje więcej niż ci, którzy liczą oszczędności na jego pracy. I ma prawo wiedzieć, współdecydować i zatrzymać każdego, kto chce ograniczać mu świadczenia bez rzetelnej rozmowy.

„Jedność” mówi wprost: żadnych podpisów za plecami

Dla „Jedności” sprawa jest oczywista i nienegocjowalna:

  1. Żadnych podpisów bez wiedzy i zgody załogi. Zanim cokolwiek zostanie zaakceptowane, musi zostać przedstawione ludziom. Nie „wyjaśnione po fakcie”, tylko omówione z wyprzedzeniem – precyzyjnie, liczbowo, na papierze.
  2. Żadnych układów w zamkniętych gabinetach. Dialog społeczny to nie spotkanie klubowe w pięć osób. To proces, który ma reguły: informowanie pracowników, konsultacje, uwzględnianie uwag, a nie tylko „przyjęcie do wiadomości”.
  3. Żadnych cięć w atmosferze szantażu i presji czasu. Presja czasu to zawsze zły doradca. Jeśli propozycja jest tak „dobra”, że trzeba ją podpisać natychmiast, to najpewniej jest zła dla załogi.

Zamiast „nie zdążymy” – pokażcie dokumenty

Skoro w biuletynach ZZG JSW już dziś padają zapowiedzi „niedoczasu”, to pytamy wprost: dlaczego nie ujawnicie natychmiast roboczych wersji dokumentów, założeń i pełnego zakresu ryzyka dla pracowników? To nie tajny kontrakt wojskowy, tylko sprawy uderzające w pensje i świadczenia tysięcy ludzi. Jeśli naprawdę brakuje Wam czasu, to się go odrabia: organizuje się otwarte spotkania informacyjne w zakładach, publikuje się materiały na stronie i tablicach ogłoszeń, rozsyła biuletyny i prezentacje, udostępnia infografiki, nagrywa krótkie wideo z jasnym omówieniem zapisów – tak, by każdy mógł zadać pytania przed, a nie po podpisie. A jeśli mimo wszystko „nie dacie rady” znaleźć czasu na rzetelne przedstawienie treści załodze, to znaczy, że nie macie czasu na pełnienie funkcji związkowych – w takim wypadku uczciwsze będzie zrezygnować z mandatu, niż podpisywać coś za plecami ludzi. Bo transparentność ma jedną przewagę nad pośpiechem i zakulisowością: nie trzeba się z niej tłumaczyć ani jej wstydzić.

„Związki” czy przybudówka?

To słowo padnie jeszcze nie raz, bo dobrze oddaje problem. Związek zawodowy istnieje po to, by bronić pracowników – ich wynagrodzeń, świadczeń, warunków pracy i bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś związek myli z przybudówką do zarządu, to wcześniej czy później usłyszy pytanie: po co w ogóle jesteście? Po to, żeby przyklepywać cięcia? Po to, żeby „zrozumieć konieczność” ograniczeń zawsze wtedy, gdy one uderzają w załogę? Po to, żeby z boku pokiwać głową i wziąć na siebie odpowiedzialność za cudze oszczędności?

„Jedność” nie będzie firmować takiej roli. „Jedność” jest po stronie pracowników, a nie tabelki w budżecie JSW.

Prawda nie potrzebuje pośpiechu

Uczciwe rozwiązania bronią się jawnością i liczbami. Jeżeli spółka ma kłopoty – pokażmy pełen obraz, a nie tylko ten wycinek, który ma usprawiedliwić cięcia. Jeżeli trzeba rozmawiać – rozmawiajmy przy otwartych drzwiach, z udziałem załogi, na podstawie konkretnych danych, a nie ogólników i PR-owych komunikatów. A jeżeli ktoś dziś przekonuje załogę, że „takie są realia”, to niech będzie gotów położyć na stół kalkulacje, warianty, prognozy i ryzyka, a nie tylko długopis przyłożony do dokumentu.

I jeszcze jedno: Najpierw niech Zarząd wytłumaczy się z firm doradczych. Bo gdy górnik, ślusarz czy elektryk idzie do roboty, nikt mu nie daje „doradców” do trzymania klucza, młota czy miernika – ma zrobić fachowo, bez wymówek, zgodnie ze sztuką. Gdyby pracownik pod ziemią powiedział, że bez zewnętrznej firmy „doradczej” nie podejmie decyzji, zostałby pogoniony z roboty. Skoro więc zarząd potrzebuje armii konsultantów, by podjąć podstawowe decyzje strategiczne, to znaczy, że nie ma ani kompetencji, ani odwagi do samodzielnego zarządzania. W takim układzie rada nadzorcza powinna wymienić taki zarząd na taki, który nie potrzebuje podpórek, tylko ma z góry jasno określoną wizję rozwoju, potrafi ją policzyć, obronić przed załogą i konsekwentnie wdrożyć. Bo od zarządu wymaga się odpowiedzialności i kompetencji, a nie przerzucania odpowiedzialności na pracowników.

Do załogi: otwórzcie oczy, nie dajcie sobie wmówić „konieczności”

Dzisiaj próbuje się zbudować narrację, w której wszystkie „związki” grają do jednej bramki i „odpowiedzialnie” akceptują ograniczenia. To jest wygodne dla tych, którzy chcą pójść na skróty – szybki podpis, szybka konferencja, szybki komunikat. Ale Wy będziecie długo ponosić konsekwencje „szybkiego” podpisu.

„Jedność” przypomina: nie podpisujemy ciemnych układów, nie klękamy, nie chowamy głowy w piasek. Jeżeli trzeba postawić twarde warunki – stawiamy. Jeżeli trzeba powiedzieć „nie” – mówimy „NIE”. Jeżeli trzeba walczyć merytorycznie – przychodzimy z danymi, orzecznictwem i determinacją.



Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że wszystkie „związki” grają po Waszej stronie – czas otworzyć oczy. Nie wszyscy. Nie zawsze. Nie wtedy, gdy w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze jakie spółka może zaoszczędzić na pracownikach.

„Jedność” nie klęka. „Jedność” nie podpisuje ciemnych układów. „Jedność” to Wy – pracownicy Jastrzębskiej Spółki Węglowej S.A.. I jeśli będziemy mieli Was głos, dopóty nie będziemy się godzić na obniżanie Waszych wynagrodzeń „po cichu”, w pośpiechu i za zamkniętymi drzwiami. Jeśli ktoś twierdzi, że „nie zdąży” Wam czegoś przedstawić – to niech nie zdąży podpisać. Bo tu nie chodzi o tempo. Tu chodzi o uczciwość.

Podobne wpisy

Powiązane artykuły